Anemia: To największy game changer tego roku. I jestem z siebie bardzo dumna, że się za to wzięłam. Można mieć jednocześnie anemię z niedoboru wszystkiego: B12, kwasu foliowego, B6, żelaza i białka. Wychodzenie z anemii to cholernie żmudny proces. Ale warto to zrobić, bo dzięki temu po 15 latach przestałam potrzebować drzemki w ciągu dnia. Jednocześnie schudłam, przestały wypadać mi włosy i znacznie poprawiły się moje zakresy w ciele, odpuściły napięcia. Jeszcze czekam, aż znikną pryszcze 😉
Żarcie: Trzeba jeść prawdziwe jedzenie. Wszystkie substytuty jedzenia, odżywki białkowe, batoniki, nawet witaminy w suplementach – to jednak nie jest to. Wszystkie te rzeczy powodują masę skutków ubocznych. Już lepiej zjeść tego kebaba i czuć się obrzydliwie najedzonym 😉
Higiena życia: więc okazało się, że jeśli chcę móc wcześnie bez problemu zasnąć, to należy przed snem jeść węglowodany. Oraz jeśli chcę mieć dużo energii na poranny trening, to potrzebuję zjeść rano coś, co węglowodanów absolutnie nie zawiera. To o tyle smutne, że lubiłam rano jeść owsiankę jabłkowo-marchewkową. Ale jest w tym odrobina radości, bo to znaczy, że wieczorem można jeść naleśniki, racuchy, knedle ze śliwkami i wiele innych pyszności z dzieciństwa 🙂 Ale: jedzenie zupki chińskiej jest złym pomysłem o każdej porze 😄
Kawa: Jak się kupi mniejszą kawiarkę, to naprawdę pije się mniej kawy. Tylko trzeba ją częściej myć! Aha, i mleko wysokobiałkowe jest obrzydliwe, oraz żadne polskie mleko wegańskie się do kawy niestety nie nadaje.
Ładna sylwetka: To nie jest za bardzo kwestia ilości lub rozmieszczenia tłuszczu na ciele, tylko w gruncie rzeczy zdrowia. Żeby mieć ładny płaski brzuch, trzeba ćwiczyć mięśnie wokół miednicy – MDM, mięśnie głębokie brzucha, ćwiczyć oddech dolnożebrowy. I dobrze zadbać o prawidłowe ustawienie miednicy tak w ogóle. Żadna ilość deficytu kalorycznego tego nie naprawi. A jednocześnie zadbanie o to również doda nam więcej energii i zdrowia, bo flaki wiszące poza jamą brzuszną to serio nie jest nic zdrowego. Drugą sprawą są mięśnie pośladków. Trzeba ćwiczyć pośladki, żeby mieć zdrowe kolana. Okej, w ogóle warto się ruszać, ale tak przy okazji fajnie czasem zadbać o to, żeby coś zrównoważyło nasze odpalające się przy każdej okazji czworogłowe.
Moja przygoda z nieco bardziej intencjonalnym dbaniem o sylwetkę zaczęła się niedawno, bo raptem miesiąc temu. Przez półtora roku prowadziłam 10 zajęć z jogi tygodniowo, w większości Vinyasę. Miałam spory deficyt kaloryczny, a mój wygląd zamiast się poprawiać, tylko się pogarszał. Tak sobie myślę, że jak ktoś traktuje jogę wyłącznie jako sport, to jest jednak strasznie naiwne podejście, bo joga na prawidłowe ułożenie miednicy i wzmocnienie brzucha nie robi nic, bardzo rozbudowuje czworogłowe i osłabia pośladki. To akurat nic nowego, ale joga to przede wszystkim narzędzie do pracy z głową. I szkoda, że tej prawdziwej jogi w Polsce jest tak bardzo mało.
A fizjoterapeutyczne elementy do mojego studia i tak wprowadzę.
Zdrowie psychiczne: Po 10+ latach szwędania się po różnych terapiach, mogę jednoznacznie stwierdzić, że najskuteczniejszą formą dla mnie były EMDR i Brainspotting. Ja już nawet nie funkcjonuję jak ten człowiek, którym byłam jeszcze rok czy dwa lata temu. Możliwe, że niektórzy by mnie po prostu nie poznali. Wiem, że nie byłoby to możliwe, gdybym wcześniej nie doedukowała się rzetelnie o zdrowiu psychicznym, więc to wszystko co było wcześniej, to nie był zmarnowany czas. W końcu żeby rozplątywać supełki, trzeba najpierw wiedzieć, że tam są. Ale wygląda na to, że brak PTSD sprawia, że PMDD w zasadzie nie ma, nawet przy mutacji genu MTHFR/upośledzonej metylacji.
Życie romantyczne: Wygląda na to, że nawet jak się nie ma w głowie toksycznych schematów, wejście w związek nie jest proste. O ile brak związku jest fajnym motywatorem żeby pójść na terapię* , o tyle terapia nie zapewnia potem związku. Okazuje się, że kluczem do szczęścia jest… uregulowany układ nerwowy. Kiedy jesteśmy nadreaktywni lub neurotyczni, przebywanie z nami jest dla innych obciążeniem. Okej, możemy być fajnie energizujący i motywujący do działania, ale w bliskiej relacji jest też przestrzeń na odpoczynek. Nawet kiedy jesteśmy już pozornie spokojni, ale dalej nieuregulowani, średnio radzimy sobie z neurotycznością innych – i też nie zaklika 😉 Całe społeczeństwo jest przestymulowane i przytłoczone. Wszyscy biegamy za chwilowymi ukojeniami, od których najczęściej jesteśmy tylko bardziej rozklekotani.
Kiedy Lucy powiedziała mi po raz pierwszy, że współczesne społeczeństwo potrzebuje medytacji jako stillness medicine, pomyślałam, że to taki frazes, no bo co innego może powiedzieć nauczycielka jogi tantrycznej. Ale okazuje się, że medytacja to jest to coś, co pomaga nam się wreszcie trochę uspokoić. I warto to robić codziennie, nie przez 5 minut tylko jakieś 30. I właściwie nie ma żadnej innej rzeczy, która by tak działała.
Zakochany mężczyzna zrobi dla swojej partnerki wszystko jeśli jest przy nim spokojna. Zakochana kobieta poczuje się naprawdę bezpiecznie i będzie bardzo szczęśliwa przy swoim partnerze, jeśli on będzie spokojny. Nie możemy być dla kogoś oparciem, jeśli sami nie jesteśmy spokojni. Spokojny rodzic jest niezbędny, żeby jego dziecko się zdrowo rozwijało. Nawet właściciel psa musi być spokojny, jeśli jego pies ma nie reagować nerwowo i nie stanowić zagrożenia. Spokojny pracownik pracuje wydajniej, lepiej się ze wszystkimi dogaduje, ma większą motywację i dłużej będzie w stanie wytrzymać w korpo. Wszyscy potrzebujemy medytacji.
*terapia – Ludzie leczcie się! Przy takiej skali patologii z których wyrośliśmy, jak ktoś się nie leczy, to nie znaczy, że jest zdrowy, tylko chory nieleczony 😜
Czy chciałabym te wszystkie rzeczy wiedzieć wcześniej? Chyba nie, zabawnie było nie wiedzieć i odkrywać po kolei. Ale czuję, że to ważne. Myślę, że poziom edukacji o ludzkim zdrowiu w obiegu informacji publicznej, jest żałośnie niski. Czyli jest przestrzeń do wypełnienia 🙂
