Psychologowie, psychoterapeuci, namawiają nas do bezpośredniości. Również w relacjach romantycznych. Stwarzają w nas oczekiwanie, że wszystko co się dzieje musi zostać nazwane, również romantycznie, i przy braku tej nazwy często odczuwamy niepokój, który nas skłania do dopytywania.
Prawda jest taka, że uregulowani i wartościowi partnerzy i partnerki preferują komunikację wysoko kontekstową. Owszem, umieją przejść na bezpośrednią w razie potrzeby, jednak jeśli my już jesteśmy zdenerwowani, na ogół czar romantyczny pryska, bo pokazujemy się z tej nerwowej strony. Nawet jeśli w każdej innej kwestii jesteśmy stabilni i spokojni. Tak naprawdę to my wszyscy preferujemy taką komunikację, dopóki czegoś nie będziemy od innych chcieć.

Mam za sobą 10 lat terapii. Przeszłam olbrzymią drogę, umiem zarządzać sobą, sytuacją oraz trudnymi ludźmi bez utraty rezonu. Skutecznie rozwiązuję kryzysy, odważnie korzystam z życia i realizuję się. Tym bardziej, że w trudnych sytuacjach już byłam i wiem, jak z nich wyjść. Można by powiedzieć: jest fajnie. Mimo to moje dookreślanie, na czym stoję, płoszyło partnerów. Nie byli szczególnie płochliwi. Po prostu gdybyśmy przeszli na komunikację bezpośrednią, ich dalsza relacja ze mną musiałaby oznaczałaby kalkulację, że im się zwyczajnie opłaca interesować mną, a to jest wyrachowanie a nie miłość. A dookreślanie mogłam sobie spokojnie darować, bo ani nie byłam zdenerwowana, ani oni nie dawali mi ku temu powodów – nie byli dupkami.
Okej, czasem osoby wysokokontekstowe są zwyczajnie niedojrzałe i unikają odpowiedzialności. Ale to nie jest coś, czego się nie zauważa. Jeśli mamy za sobą doświadczenie wglądu w siebie, to umiemy też zaobserwować i nazwać to co się dzieje, i raczej w ciągu kilku tygodni się zorientujemy: nie ohajtamy się z kimś niedojrzałym.
Komunikacja bezpośrednia dominuje w społeczeństwach, gdzie następuje częsta wymiana członków grup, w środowiskach bogatych, które przyciągają expatów. Bezpośrednio komunikują się też częściej kobiety. Takiej komunikacji towarzyszą innowacje oraz sprawne rozwiązywanie problemów, więc mądrzy menedżerowie starają się stwarzać dla niej sprzyjające warunki. Firmy funkcjonujące w Polsce niezmiernie rzadko, chyba, że startupy, ale to też nic nie gwarantuje.
Komunikacja kontekstowa nie oznacza automatycznie komunikacji przemocowej. Możemy mieć pewną niechęć do stosowania jej, bo wymaga sporego zaufania, które może zostać nadużyte. Świat stał się tak globalny jak obecnie dopiero niedawno. Większość kobiet doszło do głosu również dopiero niedawno. Jeśli ktoś z nas doznał przemocy w dzieciństwie, od rodziny lub rówieśników, to najpewniej odbywało się to w atmosferze komunikacji wysoko-kontekstowej.
Najczęściej przejście na bezpośrednią komunikację jest jedyną możliwą drogą dla zaleczenia ran z dzieciństwa. Oddajmy wagę temu, jaką cenę za płacimy za porzucenie wysokiego kontekstu kulturowego w komunikacji. A on też ma sporo dobrych cech, pomagających w redukcji stresu i napięcia, oraz sporej wrażliwości na emocje.
Może byłoby warto się go znowu zacząć uczyć?