Rok się właśnie zaczął i zaczyna nabierać momentum. A ja mam refleksję.
Nie jest mi pisane cieszyć się Wigilijnym kojącym ciepłem i rodzinną atmosferą – jestem sama, w relacjach rodzinnych w dalszym ciągu za dużo jest przepychanki i przeciągania liny, żeby móc się tym cieszyć, a nad wszystkim stoi ciemna chmura traumatyzujących Wigilii z dzieciństwa, sytuacji zagrożenia życia, koszmarów, całego szeregu objawów somatycznych i przemocy jaka towarzyszyła tej dacie.
Ale fakt ten zawsze pięknie mnie motywował do tego, żeby uczynić koniec roku czymś wartościowym. Przez ostatnie 2-3 tygodnie facebook i instagram zasypywały mnie przypominajkami o tym, co robiłam 3, 4, 6, 7, 9 lat temu w ten dzień. Pomyślałam sobie “kurde, ta to ma życie”. A potem jorgnęłam się, że to o mnie.
I tak przełomy roku przyniosły mi masę podróży: na Kubę, na Bali, do Izraela, do Indii, do Kanady (hihi). Przyniosły mi masę aktywności: surfing w Bundoran, w Hiszpanii i na Bali, narty we Włoszech i Francji, jogę w Indiach i na Bali. Było tam sporo romantycznych chwil z osobami, których imion nie będę tu wymawiać. I oglądałam światełka na mrozie z przyjaciółką i jej rodziną.
Przezabawne sytuacje, które uwzględniały opiekowaniem się stadem kotków, które teraz ktoś bardzo kocha, oraz malowaniem obrazów. Jak rany, przecież to w grudniu nagabywałam Kanadyjskich hurtowników na polskie jabłka 😉
Ja jestem taką osobą, którą cieszą nawet trochę dziwne rzeczy – trzy razy same Święta spędziłam w łóżku, ucząc się ciekawostek o swoim ciele: że jak ma się suchy kaszel, to absolutnie nie wolno brać syropu wysuszającego gluty, bo później trzeba siedzieć kilka godzin pod prysznicem inhalując się; że jak ma się nietolerancję histaminy, to pod żadnym warunkiem nie wolno jeść rosołu, bo te godziny spędzi się na kibelku. A ten trzeci raz, nie pamiętam czy czegoś się nauczyłam – może nic 🙂
W tym roku prowadzę szkołę jogi, to też przygoda!
Gdybym powiedziała tej smutnej nastolatce spędzającej Święta w łóżku, lub przed komputerem, rżnąc zajadle w Diablo, to by nie uwierzyła.
A teraz też zaczyna się fajny czas, bo Warszawskie kina będą puszczać filmy nominowane do Oskara. I jest zima <3